Pisane na początku 2011r. dla darmowej gazety internetowej "Turystyka Aktywna"

(www.turystykaaktywna.net.pl) - niestety chyba splajtowali.


Gdy marcowe słońce wschodzi coraz wyżej w swym corocznym cyklu ku kulminacji w lecie, grzeje coraz bardziej topiąc rozłożone przez zimę białe kobierce na górzystych terenach. Te, zmieniając stały stan w ciekły, narzucają coraz szybszy bieg strumyków, potoków i rzek pełnych od wód z topniejącego śniegu. W górach czas wiosny to czas mokrego, niebezpiecznego śniegu, który schodząc lawinami w dół potrafi zabrać wszystko aż do gruntu a nawet jego część. Nic nie oprze się takim lawinom, ani drzewa, ani nawet głazy. Mimo takiego stanu rzeczy sporo śmiałków drepcze po szczytach by nacieszyć duszę oczyma zastanych krajobrazów. W Tatrach czas przyjścia wiosny zatrzymuje się na pewnej granicy wysokości. W dolinach, gdzie turystyka zaczyna kwitnąć, zaczyna się też spektakl budzenia się do życia roślinności z zimowego letargu. W tym czasie szczególnie oblegana jest dolina Chochołowska. Pomiędzy starymi szałasami mającymi po dwieście lat, krokusy tworzą kolorowy dywan przyozdabiający tę wspaniałą komnatę natury bez sufitu, ale za to z pięknym nocnym sklepieniem nieba. Niestety z tego powodu nie zastaniecie tam spokoju by kontemplować tego typu zjawiska. Prócz prawdziwych górskich zapaleńców ściągają tam turyści raczej w miejskim znaczeniu tego słowa, odziani w takie też ubiory. Nie ma się temu co dziwić jeśli pomyśleć, że te tereny są górską stolicą naszego kraju i każdy chciałby ją zobaczyć chociaż raz w życiu. Problemem naszego społeczeństwa jest niewiedza o zastanych terenach i warunkach tam panujących, choć z roku na rok jest coraz lepiej. Ludzie sądzą, że jeżeli w górach jest szlak to oznaczać powinno, że każdy tam może pójść bo przecież chodnik położono specjalnie dla niego. Później los weryfikuje tego typu pomysły. Całkiem inaczej wygląda to u naszych najbliższych, zachodnich sąsiadów. W dolinie Garmisch-Partenkirchen na górskich szlakach nie spotkałem turystów w nieodpowiednim obuwiu czy chociażby tylko odpowiedniej kurtki przeciwdeszczowej. Ci, którzy wybierają się na ścieżki zdrowia, bo takie tam też występują i są naprawdę wyłożone białym kamykiem, także nie wychodzą w butach poniżej kostki. Chyba inaczej działa tu wyobraźnia jednych i drugich bo obie grupy turystów, kończą zazwyczaj przy schroniskowym piwie. Oczywiście naszych turystów jest kilkukrotnie a rzekłbym kilkadziesiąt, a może kilkaset razy więcej niż sąsiednich. Zapewne spowodowane jest to różnicą terenu. Nasze tatrzańskie szlaki zanim wyprowadzą nas na szczyty, wprowadzają nas do podstaw górskich przewyższeń, wielokilometrowymi ciągnącymi się dolinami. W zamieszkałej, wspomnianej dolinie Garmisch-Partenkirchen jesteśmy od razu z jednej czy drugiej strony otoczeni potężnymi przewyższeniami na które wybierają się nieliczni. Sama dolina jest tak długa, że większość turystów spaceruje po zielonych, malowniczych łąkach między małymi wioskami kończąc swe wędrówki u podstaw wejść w mniejsze "dolinki" wyprowadzające od razu stromo w górę. Tak więc zróżnicowanie terenu a także zasobność portfela powoduje, że w naszych stronach jest jak jest. Jeszcze jedno w żadnym alpejskim kraju, jakim do tej pory przebywałem nie spotkałem jeszcze opłat za to by cieszyć się chwilową wolnością. Dość tych rozważań, miało być o wiośnie w górach.


Wiosna odsłoniła lawinową siłę.


Szukając przeżyć widokowo-duchowych należy udać się w rejony szczytowe, gdzie o tej porze roku panują w Tatrach jeszcze warunki zimowe. Nawet w weekend pierwszomajowy gdy w dole pada deszcz powyżej pewnej granicy na górze zastanie nas śnieg. W związku z tym sporo turystów zostaje w dolinach i można cieszyć się spokojem na górze. Jednak trzeba być do tego przygotowanym i odpowiednio doświadczonym. Oczywiście doświadczenie samo nie przyjdzie i albo trzeba zdobywać je samemu, albo z kimś najlepiej już doświadczonym. Można też, na co serdecznie namawiam, przeszkolić się np. na kursie zimowej turystyki wysokogórskiej co da nam odpowiednie pojęcie na ten temat. Jednak gdyby spróbować samemu to trzeba pamiętać, iż w takich warunkach zimowo-wiosennych poruszanie się po zaśnieżonych jeszcze szlakach w szczególności po wystawach północnych jest utrudnione a zatem i czasochłonne. Nie należy tu kierować się czasami oznaczonymi na drogowskazach i mapach danych szlaków tylko brać poprawki z dużym zapasem. Przykładowo wyzwaniem nawet w lecie w Tatrach jest przejście w jednym dniu przez dolinę Chochołowską i dalej górą przez Wołowiec, Starorobociański Wierch, trzywierzchołkowy Ornak, by z Iwaniackiej przełęczy dotrzeć do schroniska Ornak w końcu doliny Kościeliskiej. Jest to całodniowa wędrówka około 10 godzinna, z ciężkim plecakiem stająca się całkiem nieznośna. W warunkach wiosennych przejście tego odcinka jest nie lada wyzwaniem i szczerze nie polecam go nowicjuszom. Nawet od schroniska do schroniska tą trasą będzie to trudne do wykonania w warunkach wiosennych (jeszcze zimowych), a to tylko Tatry Zachodnie. Zazwyczaj w tym okresie widać koniec turystyki w okolicach Wołowca, czyli przejście z schroniska w Chochołowskiej na Wołowiec i z powrotem bądź z powrotem przez Dolinę Wyżnią Chochołowską co przy dużym śniegu może być niebezpieczne z powodu zagrożeń lawinowych. Bardziej wprawni chodziarze aby poczuć się całkiem na odludziu, mogą próbować iść dalej w kierunku Bystrej. Zazwyczaj jednak kończy się to noclegiem jeszcze przed Jarząbczym Wierchem, ewentualnie dalej w okolicach Zwornika. W okolice Pyszniańskiej przełęczy, gdzie kończy się szlak z naszej, polskiej strony, rzadko się ktoś zapuszcza. Jako dowód trudności tego rejonu Tatr w warunkach zimowych, może posłużyć przygotowanie kondycyjne himalaistów, którzy zimą przechodzą grań zachodnią Tatr w ok 2 dni. Grań kończy się za Kasprowym Wierchem na przełęczy zwanej Liliowe i od Pyszniańskiej przełęczy do Ciemniaka jest wyłączona z ruchu turystycznego. Próba jej przejścia wiąże się ze złamaniem prawa parku i ew. mandatem. By było lepiej, himalaiści starają się iść bez przerwy. My zwyczajni śmiertelnicy raczej nie mamy tak potężnego zapasu energii i należy stanowczo rozważyć próby górowania wiosenną porą, tak aby to co ma nam przynosić ukojenie od codzienności nie stało się pułapką i rozgoryczeniem. Nie można także zapominać o nieprzewidywalności pogody jaką możemy spotkać przy tak długim maszerowaniu. Zdarzało mi się spotykać latem w Tatrach pogodę odpowiednią dla wszystkich pór roku w przeciągu tylko dwóch godzin. Choć już mniej, więcej, wiem czego mogę się spodziewać zapuszczając się tam gdy tylko mogę, czasem jeszcze zmuszony jestem brać lekcję pokory.


Weekend majowy.


Jeśli zapytałby mnie ktoś o zdanie, gdzie warto wybrać się wiosną w góry, wskazałbym na początek właśnie Tatry Zachodnie. Jest to chyba najbezpieczniejszy teren w tej porze roku w samych Tatrach poza dolinami. Jednak zawsze potrzeba rozwagi w podejmowaniu wędrówek. Wypady najlepiej rozpoczynać ze schronisk na polanie Chochołowskiej czy hali Ornak w dolinie Kościeliskiej. Lepiej co dzień próbować przejść mniejszą pętlę zaznaczonych szlaków niż od razu porywać się na wielogodzinną mordęgę. Ja jednak raczej próbuję tej drugiej możliwości lecz zawsze jestem przygotowany na ew. nocleg tachając sprzęt biwakowy. Biwakowanie jednak w Tatrach jest zabronione i raczej z samego zabezpieczenia ew. próby kondycyjnej, mocno obciążam kolana i plecy. Każdy odcinek wyznaczonego szlaku wart jest jego przejścia, innym jednak aspektem jest to czy uda nam się cokolwiek zobaczyć podczas wędrówki. Czasami bywa tak, że można iść cały dzień nic nie widząc, co większość ludzi wkurza i przeraża sama myśl zagłębienia się w nieprzyjemną mgłę. Prawdziwie nie jest ona problemem, jeżeli potrafimy posługiwać się kompasem i mapą tak by nie zabłądzić. Bardziej niebezpieczne wydaje się i w zasadzie jest w takich warunkach możliwość wpadnięcia w pustkę. Jednak nie wszędzie bywa tak stromo. Na drodze z Chochołowskiej z Grzesia na Wołowiec praktycznie ten problem nie istnieje. Natomiast kilka kroków dalej idąc w kierunku Dziurawej Przełęczy może się nie zabijemy ale w takim przypadku mocno poobijamy i pokiereszujemy z akcentem na "może". Mgła zazwyczaj nie stoi w miejscu, więc chwilowe przeczekanie zazwyczaj powoduje przejaśnienie, przez które wypatrzeć można, czy idziemy w dobrym kierunku. Jednak zdarzyło mi się kiedyś, co prawda w zimowych warunkach, spotkać turystę w okolicach Rakonia, między Grzesiem a Wołowcem, zupełnie otępiałego w którym kierunku miał wrócić do schroniska w Chochołowskiej. Podobnie w któryś weekend pierwszomajowy na Wołowcu puścił się za mną jakiś w ogóle nieprzygotowany człowiek w kierunku Bystrej, w godzinach już późno popołudniowych, zmylony chwilowym zamgleniem. Dopiero weryfikacja jego planów spowodowała jego zawrócenie z powrotem przez Wołowiec do Chochołowskiej. Na pewno część początkujących zastanawia się w tym momencie, gdzie dalej szedłem o tej porze. Zostawiam to tylko domysłom, choć zdradzę że często łazikuję do zmierzchu i wracam w całkowitych ciemnościach, bądź przeczekuję gdzieś noc na grani. Późnowieczorne wędrówki blisko lata obfitują jednak w spotkania z niedźwiedziem, częściej z capami (samce kozic) które nie chcą przepuścić, atakując niechcianego przybysza. Obydwa stworzenia z bardzo bliska nie przedstawiają miłego wspomnienia za to adrenalina w takich momentach osiąga kulminację w swej skali, szczególnie gdy bywa się wówczas sam na sam z tymi osobnikami.


Dolina Chochołowska wyłożona krokusowym dywanem.


Niebezpieczny przy mgle w Tatrach Zachodnich, uznałbym odcinek między Wołowcem a Niską Przełęczą przed podejściem na Jarząbczy Wierch i później odcinek z Jarząbczego W. do Kończystego Wierchu. Idąc ze Starorobociańskiego Wierchu do Zwornika, lewą część kierunku marszu a dalej do Siwej przełęczy czyli na Siwych Turniach przed Ornakiem obie strony z akcentem bardziej na lewą. Przed samym Ornakiem czyli gdzieś w okolicach Siwych Skał, szlak prowadzi lewą stroną tej wyniosłości choć przy śniegu da się też przejść bardziej na prawo, jak gdyby przez nią. Praktycznie dalej do Iwaniackiej przełęczy jest już bezproblemowo, ale za to przed nią samą przy zejściu z Ornaka dosyć stromo, tym bardziej, że nie idzie się wyznaczonym letnim szlakiem. W zalesionej części to już tylko stromo w dół lub w górę. Często wiosną, jeszcze w maju bywają warunki zamieci ponad Iwaniacką Przełęczą, gdzie wówczas nasze ślady w śniegu są po chwili zatarte. Wówczas mimo upadłej dumy należy jak najszybciej zawrócić, góry poczekają a jutro może przynieść całkiem inne lepsze warunki. Zapomniałem w całym tym opisie dodać, że wybierając się na górne partie tego terenu trzeba być wyposażonym w sprzęt zimowy, a więc raki i ew. kije trekkingowe, ew. narciarskie, które znacznie ułatwiają wędrówkę. Topr i TPN dodaje do tego czekan i sprzęt lawinowy (detektor, łopata, sonda) oraz umiejętność posługiwania się nim. Sam sprzęt lawinowy nie pomoże nam jeśli idziemy w pojedynkę, czego raczej się odradza na kursie zimowej turystyki wysokogórskiej i wczesną wiosną lub zimą, całkowicie należy się z tym zgodzić. Nawet w maju, co w tym roku trudno wyrokować jak będzie, tym bardziej patrząc obecnie za okno, widuje się pozostałości urwanych lawin gruntowych o warstwie 3 metrów zbitego śniegu. Dodając wagę 1m sześciennego śniegu w okolicach 800kg, dla mających wyobraźnię wystarcza by się zastanowić nad zderzeniem z taką siłą natury. Najczęstsze tory schodzenia lawin są zaznaczone na mapach niebieskimi strzałkami i przechodząc te miejsca należy szczególnie uważać. Zanim wybierzemy się na wycieczkę sprawdzajmy warunki dostępne w schroniskach i wejściach w doliny. Moim celem nie jest wymądrzanie się i zniechęcanie Was do wyjść poza schroniska, lecz zastanowienie się nad tym problemem. Dopełnieniem tego niech będzie poniższy cytat:


"Fakt, że ktoś się jeszcze nie zabił, nie jest wystarczającym argumentem na rzecz tego, by twierdzić, że wie, jak śmierci uniknąć"

"Kochaj śnieg - unikaj lawin" Marcin Kacperek


Weekend majowy.


Góry to nie tylko same pasma wysokich wyniosłości przy południowej granicy Polski ale także wyżyny jak choćby Jura Krakowsko-Częstochowska, w której znajdzie się klika małych pasm zwanych górami. Tutaj trzeba by się zastanowić czy jednak w wiosennej porze nie warto by spędzić czasu właśnie przemierzając ten piękny, nieco niższy zakątek naszego kraju? Z wielu tu dostępnych wzniesień są równie piękne panoramy jak w górach wyższych, ale wiosną całkowicie już zbudzonych z zimowego snu. Tu w kwietniowym słońcu można się już wspinać lekko ubranym z paczką znajomych bądź rodzinnie, urządzając przy tym piknikowego grilla. Dla nie lubiących zbyt wielkiego poziomu adrenaliny polecany jest spacer wśród całej rzeszy osób, stęsknionych po zimie skalnych ścian i próbujących się na nie wdrapywać. Coraz bardziej popularne rowerowanie jest tu dostępne dla każdego i w każdym rodzaju tego sportu czy rekreacji. Na koniec mogę tylko życzyć udanego spędzania czasu na łonie natury z dala od telewizora, blokowych klatek czy wielkich centrów handlowych, niekoniecznie tylko w tych wyższych partiach gór, za to z rozwagą w głowie.


Przyjemnie i bezpiecznie z rodziną.